jako, że dawno się już nie odzywałem tutaj, stwierdziłem, że najwyższy czas nadrobić straty :)
Na wstępie szczęśliwego Nowego roku. Wiem, że już dobiega koniec stycznia, ale podobno liczą się intencje ;)

Co było powodem długiej przerwy w pisaniu... ano brak czasu, a jakby inaczej :)
Ale od początku. Koniec listopada i grudzień przebiegł nam na wzmożonej nauce japońskiego, różnych egzaminach oraz przygotowaniach do końcowej prezentacji (na zakończenie kursu), którą oczywiście wygłaszaliśmy w języku japońskim. Chociaż może trochę się poprawię, czasami czytaliśmy ;)
Po zakończeniu 4'o miesięcznego kursu przyszedł czas na 2 tygodnie urlopu :)

Także, żeby nie tracić zbytnio czasu wsiadłem następnego dnia w samolot do Wiednia, skąd już samochodem do domu :) Nie powiem, ale to były chyba jedne z lepszych świąt :) Co prawda, w domu byłem tylko kilka dni, bo na sylwestra znów wracałem do Tokio, ale warto było. Po 4 miesiącach w Japonii, fajnie było znowu zobaczyć rodzinę, zobaczyć/usłyszeć przyjaciół, no i pojeść trochę z dobrej kuchni Mamy ;)
Tak trochę skacząc po faktach. Przyjeżdżając do Japonii na dłużej niż 3 miesiące
potrzebna jest wiza. Żeby w trakcie trwania tej wizy opuścić Japonię z możliwością powrotu, potrzebne jest specjalne pozwolenie, które się załatwia w biurze imigracyjnym, do którego wybraliśmy się autobusem :) Jak widzicie na załączonym zdjęciu... siedzenia są gigantyczne ;) Aha, no i jeszcze jedna sprawa nie do pominięcia. Jak już może wspominałem, Japończycy nie mówią ja angielsku, a jeżeli już, to mówią po japońskim angielsku, który jest często nie do zrozumienia. W każdym razie w biurze imigracyjnym mówili tylko po Japońsku ;)Żeby wykorzystać w pełni urlop, w Nowy rok pojechaliśmy w grupą: 2 Włosi, Bułgar oraz 3 Polaków na narty / snowboard do prefektury Nagano do Hakuba 47. Dzięki nowoczesnej technologi, zwanej 'mnóstwo ochraniaczy', po pierwszym w życiu tygodniu na snowboardzie, wróciłem do Tokio... tylko trochę obolały ;)



Teraz od dwóch tygodni odbywam praktykę w mieście Higashimatsuyama City, które znajduję się około godziny pociągiem od centrum Tokio.
Na zakończenie jeszcze kilka zdjęć z grudnia w Tokio :)
Jak się człowiek za dużo japońskiego uczy, to potem dziwne rzeczy się z nim dzieją... np ubiera się w dziwne kapelusze ;)

Albo zamiast jechać przysłowiowo na zmywak, to się człowiek próbuje zaciągnąć do innych prac. Np jako koń pociągowy ;) Dla informacji, o ile dobrze pamiętam, to taki wózek, jak ten za mną kosztuje rzędu 60 tys PLN :)

Gdybym nie miał aparatu, to nadal myślałbym, że to była halucynacja ;) Cóż moda w Tokio nie zna granic :) Żeby nie pozostawić wątpliwości, zamiast kolczyków ów pan miał akwaria, w których pływały sobie rybki i to żywe :)No, a kiedy człowiek chce odpocząć, to i takie możliwości tutaj znajdziemy. Wygląda to mniej więcej tak:


じゃ、またね :)