jak zwykle na nudę nie narzekam, dlatego nie jestem w stanie tutaj pisać częściej, ale robię co mogę, żeby pisać przynajmniej od czasu do czasu.
Ostatni weekend spędziłem w Shimane. Prefektura oddalona na południowy zachód od Tokio o jakieś 70 minut lotu samolotem. Po co leciałem taki kawał? Ano znudziło mi się oglądanie wieżowców i przeleciałem kilkaset kilometrów, żeby sobie pooglądać pola ryżowe ;)
Żartuję :) Od soboty wieczorem, do poniedziałku rano, mi oraz 33 innym ochotnikom z grupy Vulcanus dane było spędzić czas w japońskiej rodzinie. Oprócz tego, w sobotę zwiedziliśmy
Mieszkałem pomiędzy Morzem Japońskim, a rzeką Hiikawa (zdjęcie po lewej). Poza tym cała 'kraina' była otoczona górami, z których największa to góra Daisen (nieaktywny już wulkan). Aha, jeszcze zapomniałem o jeziorze しんじ (shinji). Wspominam o nim, ponieważ poczęstowano mnie pysznymi małżami prosto z tego jeziora - しじみじる (shijimijiru), pycha :)
Jak wyglądał mój weekend. Jak dla mnie, to niepowtarzalne przeżycie. Cała 'posiadłość' tego pana składała się z 3 domków - w jednym mieszkała rodzina, drugi w którym mieszkała babcia oraz domek,
Dni spędzone na wsi były dosyć zabawne, jako że nie ma tam tylu obcokrajowców, co w Tokio, także byłem niezłą atrakcją. Także średnia wzrostu jest niższa niż w Tokio (mniejszy napływ genów z zachodu;) ), byłem prawie 2 razy wyższy od tych Japończyków. którzy się patrzyli na mnie, jak na jakiegoś olbrzyma. Ciągle ktoś podbiegał i pytał, czy może sobie zrobić ze mną zdjęcie :) Ale były także praktyczne rzeczy, takie jak częstowane mnie różnymi miejscowymi smakołykami (w czasie, kiedy tam byłem odbywał się jakiś mały festyn). Kolejną miłą rzeczą były 3 starsze panie, które mi pokazały tzw. ceremonię parzenia zielonej herbaty. Zielona herbata nie jest przezroczysta, jak ta, którą można kupić w prawie każdym sklepie w Polsce. Nie, ona jest zielona, troszkę bardziej gęsta niż zwykła herbata, a jej smak jest niesamowity. Sposób przyrządzania - proszek wsypujemy do miseczki, zalewamy wrzątkiem i ubijamy takim małym pędzelkiem. Tak, nie mieszamy, ubijamy :)
Z życia wzięte. Coś, co było bardzo charakterystyczne dla mojego gospodarza, to to że nigdy nie usłyszałem od niego słów 'nie wiem'. Jeżeli czegoś nie wiedział, to jego odpowiedzią była chwila zastanowienia i: 'nie jestem pewien'. To jest typowo japońskie zachowanie, która dla nas Europejczyków może być czasami bardzo irytujące. Przykładowo zadając 'trudne pytanie' dobrze wychowanemu Japończykowi, jako odpowiedź możemy otrzymać milczenie. Milczenie to może mieć wiele znaczenie, ale ogólnie sprowadza się do znaczenia 'nie', tyle że nigdy tego nie usłyszymy, ponieważ to 'mogłoby urazić nasze uczucia'. Oni się rozumieją, mi ich nie zawsze ;)
Ogólnie bardzo miło spędzam czas u tej rodziny. Szkoda tylko, że ograniczały nas bariery językowe. Ani żona, ani dzieci nie umiały ani słowa po angielsku, także mogłem się z nimi komunikować jedynie po japońsku i językiem migowym :)
Z ciekawszych rzeczy, które miałem okazje doświadczyć w Shimane, to sake na gorąco z japońską lemonką うず (uzu, wielkości ok pół naszej cytryny), jadłem うどん (udon - zdjęcie poniżej, dwa duże naczynia), widziałem mnóstwo pięknych pająków (zdjęcie po prawej - niestety jak dotąd nie udało mi się dowiedzieć, jak się nazywają), jadłem szpinak po japońsku - ほうれんそう (hourensou - je się go na surowo z sosem sojowym oraz sezamem).
Ogólnie weekend wspominam bardzo miło i zaliczam do jednego z najlepszych, jakie dotąd miałem w Japonii.
Podczas powrotu do Tokio, parę stacji od mojego dormitorium, stwierdziliśmy z kolegą, że super było przez te 3 dni, ale fajnie znów być w 'domu'. Tak, wczoraj po raz pierwszy do mnie dotarło, że się powoli przywiązuję do tego miejsca. Że mimo, że to był tylko weekend z dala od Tokio, to zatęskniłem za życiem w pośpiechu, brakowało mi życia nocnego na 六本木(roppongi), czy na 渋谷(shibuya), gdzie każdej nocy poznaje się ludzi wszelkich nacji. Może to dziwnie zabrzmi, ale nawet się cieszyłem, że znów będzie mi dane patrzyć dziennie na tych zabieganych ludzi, którzy jeżdżą ze mną codziennie pociągiem, ale nie widzą świata poza swoimi komórkami, ipodami i przenośnymi konsolami do gry. Ucieszyłem się, że znów widzę tych zwariowanych ludzi, którzy lubią dobierać ubrania bez żadnej logiki tworząc czasami przekomiczne kreacje, a także tych, którzy wciskają się za pomocą wszelkich sił do pociągu, mimo że następny pociąg przyjeżdża dosłownie za 2 minuty. Tworzą przy tym taki tłok, że ręką ruszyć się nie da, nie mówiąc już o oddychaniu . Tak podoba mi się życie w Tokio i pierwszy raz zacząłem się na poważnie zastanawiać, czy mógłbym tutaj zamieszkać na stałe...
5 komentarze:
Ty lepiej wracaj do nas ! :)
A tak na poważnie, to cieszę się, że wszytsko Ci się tak wspaniale układa.
Buziaki i pozdrowienia.
JA - czyli Cieszyn rulez ! :p
Widze, ze myslisz o tym samym co ja...
A ja sie zabieram powazniej (taa, ktory to raz juz) za mojego bloga. W koncu musze miec co pozniej wnukom pokazywac, nie? ;)
obecnie jest ciężko cokolwiek powiedzieć o zostaniu tu kiedyś na dłużej lub nie.
po pierwsze, to są pierwsze 2, no prawie 2,5 miesiąca.
po drugie jesteśmy jeszcze wszyscy razem (grupa vulcanus). jest wesoło, jest z kim porozmawiać, np o problemach związanych z niezrozumieniem kultury.
no i 3'i najważniejszy punkt. trochę mnie przeraża japoński sposób rozwiązywania problemów. dla przykładu, żeby wszyscy zrozumieli co mam na myśli: zebranie w pracy, może trwać 10, czy 12 godzin. w sumie ok, da się chyba jakoś przeżyć. tylko, że w trakcie tych 12'u godzin Japończycy są w stanie przez 2 godziny dyskutować, gdzie w trakcie wykonywania projektu będzie stał automat do kawy. oczywiście można ten temat poruszyć, ale dlaczego tak długo :)
oooo siet nieźle a ja myślałem że się rozwodze nad duperelami :)
no no no.. zeby Ci nei przeszło na myśł tam zostawac:)) To jest absolutnie za daleko:)) Przesyłam Ci uściski i buziaki
Monia
Ps. ciesze się ogromnie, że radzisz sobie w tym obcycm kraju :))
Prześlij komentarz