sobota, 19 stycznia 2008

日本 - ciąg dalszy :)

Witam Wszystkich,

jako, że dawno się już nie odzywałem tutaj, stwierdziłem, że najwyższy czas nadrobić straty :)

Na wstępie szczęśliwego Nowego roku. Wiem, że już dobiega koniec stycznia, ale podobno liczą się intencje ;)

Co było powodem długiej przerwy w pisaniu... ano brak czasu, a jakby inaczej :)
Ale od początku. Koniec listopada i grudzień przebiegł nam na wzmożonej nauce japońskiego, różnych egzaminach oraz przygotowaniach do końcowej prezentacji (na zakończenie kursu), którą oczywiście wygłaszaliśmy w języku japońskim. Chociaż może trochę się poprawię, czasami czytaliśmy ;)



Po zakończeniu 4'o miesięcznego kursu przyszedł czas na 2 tygodnie urlopu :)

Także, żeby nie tracić zbytnio czasu wsiadłem następnego dnia w samolot do Wiednia, skąd już samochodem do domu :) Nie powiem, ale to były chyba jedne z lepszych świąt :) Co prawda, w domu byłem tylko kilka dni, bo na sylwestra znów wracałem do Tokio, ale warto było. Po 4 miesiącach w Japonii, fajnie było znowu zobaczyć rodzinę, zobaczyć/usłyszeć przyjaciół, no i pojeść trochę z dobrej kuchni Mamy ;)

Tak trochę skacząc po faktach. Przyjeżdżając do Japonii na dłużej niż 3 miesiące potrzebna jest wiza. Żeby w trakcie trwania tej wizy opuścić Japonię z możliwością powrotu, potrzebne jest specjalne pozwolenie, które się załatwia w biurze imigracyjnym, do którego wybraliśmy się autobusem :) Jak widzicie na załączonym zdjęciu... siedzenia są gigantyczne ;) Aha, no i jeszcze jedna sprawa nie do pominięcia. Jak już może wspominałem, Japończycy nie mówią ja angielsku, a jeżeli już, to mówią po japońskim angielsku, który jest często nie do zrozumienia. W każdym razie w biurze imigracyjnym mówili tylko po Japońsku ;)

Żeby wykorzystać w pełni urlop, w Nowy rok pojechaliśmy w grupą: 2 Włosi, Bułgar oraz 3 Polaków na narty / snowboard do prefektury Nagano do Hakuba 47. Dzięki nowoczesnej technologi, zwanej 'mnóstwo ochraniaczy', po pierwszym w życiu tygodniu na snowboardzie, wróciłem do Tokio... tylko trochę obolały ;)





Teraz od dwóch tygodni odbywam praktykę w mieście Higashimatsuyama City, które znajduję się około godziny pociągiem od centrum Tokio.

Na zakończenie jeszcze kilka zdjęć z grudnia w Tokio :)

Jak się człowiek za dużo japońskiego uczy, to potem dziwne rzeczy się z nim dzieją... np ubiera się w dziwne kapelusze ;)


Albo zamiast jechać przysłowiowo na zmywak, to się człowiek próbuje zaciągnąć do innych prac. Np jako koń pociągowy ;) Dla informacji, o ile dobrze pamiętam, to taki wózek, jak ten za mną kosztuje rzędu 60 tys PLN :)








Gdybym nie miał aparatu, to nadal myślałbym, że to była halucynacja ;) Cóż moda w Tokio nie zna granic :) Żeby nie pozostawić wątpliwości, zamiast kolczyków ów pan miał akwaria, w których pływały sobie rybki i to żywe :)









No, a kiedy człowiek chce odpocząć, to i takie możliwości tutaj znajdziemy. Wygląda to mniej więcej tak:



じゃ、またね :)

6 komentarze:

mascot pisze...

Hah widzę ostro walczyłeś z potworami :)

Ostatnio mój najmłodszy brat bardzo interesuje się japońskim i zna już więcej słówek niż ja :) (to nie jest trudne - znać więcej niż ja)
No ale on ma narazie 10 lat.

Powodzenia stary , trzymaj się i nie zapomnij , że masz gdzie wracać. Zawsze!

doc pisze...

wow, dziękuję za miłe słowa :)

gdyby brat potrzebował wsparcia, albo miał jakieś pytanie, to pisz :) maila znasz. jak nie będę wiedział, to zawsze mam kogo zapytać :) pozdrawiam z orientu :P

diana pisze...

Miło Cię było słyszeć przez Święta :)
uważaj tam na siebie, u nas trwa sesja...ostatnia mamy nadzieję :p
pozdrawiam

doc pisze...

mam nadzieje, ze w sesji pozytywnie, wszystko do przodu :) w kazdym razie, zycze Wam tego z calego serca :)

mam ostatnio troche wypchany plan zajec, stad narazie nie pisze nowego postu, ale za to postaram sie wrzucac wiecej zdjec do galerii. dzisiaj dorzucilem 3 nowe albumy, a podejrzewam, ze w nastepnych 4'ech tygodniach dojda jeszcze przynajmniej 2 lub 3, a moze i wiecej :)

pozdrawiam

Anonimowy pisze...

a ta wiza to wiesz moze ile kosztuje? i czy mozna sobie ja samemu zalatwic czy potrzebny jest pracodawca? tzn. chcialabym taka wize na rok aby jechac tam jako au pair...

Anonimowy pisze...

Tak, pewnie tak jest